Zanim ktoś wymyślił kliniczną tlenoterapię hiperbaryczną, komory ciśnieniowe ratowały ludzi, którzy wyszli z głębi zbyt szybko. Ta historia jest starsza niż większość współczesnych wskazań i dobrze tłumaczy, po co komora w ogóle powstała.
Robotnicy w kesonach
W 1841 roku francuski inżynier Jacques Triger opisał pierwsze udokumentowane przypadki choroby dekompresyjnej u dwóch górników pracujących w kesonach, czyli stalowych komorach z sprężonym powietrzem. Już w 1847 roku Pol i Watelle zauważyli, że pomaga powrót pod ciśnienie.
Potem przyszła budowa Mostu Brooklińskiego. Lekarz Andrew Smith opisał w 1873 roku 110 przypadków choroby u robotników i jako pierwszy użył określenia „choroba kesonowa”. Potoczna nazwa „bends”, czyli „gięcia”, wzięła się od pochylonej sylwetki chorych. Przypominała modną wtedy pozę „Grecian Bend”.
Co się dzieje w ciele?
Pod zwiększonym ciśnieniem azot z powietrza rozpuszcza się w krwi i tkankach. Gdy ciśnienie spada zbyt szybko, azot zaczyna wydzielać się w postaci bąbelków. Działa to jak otwarcie butelki gazowanego napoju. Już w 1878 roku Paul Bert wykazał, że przyczyną są bąbelki azotu. Wykazał też, że chorym pomaga oddychanie tlenem.
Pierwsze komory medyczne
Pod koniec lat 80. XIX wieku Ernest Moir zbudował przy tunelu pod rzeką Hudson pierwszą medyczną śluzę powietrzną. Według opracowania historycznego umierała tam około jedna czwarta pracowników, a Moir uznał, że rozwiązaniem jest ponowne zwiększenie ciśnienia. W 1908 roku John Haldane opracował dla brytyjskiej Admiralicji pierwszą uznaną tabelę dekompresji, opartą na doświadczeniach na kozach.
Dlaczego tlen w komorze?
Powrót pod ciśnienie zmniejsza bąbelki. Oddychanie czystym tlenem robi coś jeszcze: azot szybciej ucieka z bąbelków do krwi i dalej na zewnątrz. W opracowaniu Richarda Moona różnica stężeń jest ponad czterokrotnie większa niż przy oddychaniu powietrzem pod tym samym ciśnieniem. Standardowe leczenie zaczyna się zwykle od ciśnienia równego głębokości około 18 metrów.
Czy wiemy, że to działa?
Tu zaskoczenie. Według Moona większość wiedzy pochodzi z badań na zwierzętach, analiz historii chorych i serii przypadków. Nie robiono badań z losowym podziałem, w których część chorych nie dostałaby leczenia, bo nikt nie chce zostawiać chorych bez pomocy. Mimo to wyniki są przekonujące: w seriach wojskowych (1763 chorych) około 81% osób poczuło pełną ulgę po pierwszym zabiegu. Ważny jest też czas. Resztkowe objawy miało 8% osób leczonych w ciągu 2 godzin i 25% osób leczonych po 12 godzinach lub później. Wśród nurków rekreacyjnych tylko 17% przypadków trafiło do komory w ciągu 4 godzin.
Co z tego dla nas?
To najstarsze i najlepiej ugruntowane zastosowanie komory. Ponad sto lat doświadczeń pokazuje, jak dobrze ciśnienie i tlen potrafią pomagać. Dziś naukowcy sprawdzają, czy w innych sytuacjach da się z nich skorzystać równie mądrze.
Jeśli po nurkowaniu pojawią się ból stawów, zawroty głowy, mrowienie czy dziwne zmęczenie, nie czekaj, aż samo przejdzie. To stan nagły, więc zadzwoń pod 112 albo do służb nurkowych, na przykład DAN.
Artykuł ma charakter informacyjny i nie zastępuje porady lekarza.
Źródła
- Moon R. Recompression therapy for decompression illness. SPUMS Journal 1998;28(4) (PDF).
- History of decompression research and development, Wikipedia (daty i nazwiska z historii choroby kesonowej).